Szybka porada: dlaczego stres nie pozwala nam schudnąć?

221H

Nadmierny przyrost masy ciała nie zawsze jest wynikiem zbyt dużej podaży kalorii i zbyt małej ilości ruchu. Co jeszcze może stać się przyczyną kłopotów z redukcją nadmiernych kilogramów? Lata badań prowadzonych przez naukowców przyniosły ze sobą kolejne teorie:

– toksyny środowiskowe
– cukry, zwłaszcza fruktoza
– praca w systemie zmianowym i inne przyczyny bezsenności
– stres
– zanieczyszczenie dźwiękiem
– pola elektromagnetyczne

Wiele z nich z pozoru może nie wydawać się oczywistą przyczyną nadwagi. Jak bowiem niewidzialne chemiczne toksyny lub głośne dźwięki mogą spowodować zatrzymanie utraty zbędnych kilogramów? Możemy jednak odnaleźć jeden wspólny wątek, który łączy wszystkie te czynniki – jest to, że każda zmiana hormonów nadnerczy w sposób prowadzący do masy ciała. Dlaczego?

Wszystkie ssaki są w stanie kontrolować swoją wagę ciała, nawet gdy ilość spożywanej przez nie żywności waha się od nadmiaru do niedoboru. Wszystkie ssaki są w stanie przybrać na wadze bez spożywania większej ilości żywności, kiedy przygotowują się do hibernacji lub gdy istnieje wyraźne zagrożenie głodem. Taka reakcja nazywana jest „trybem przetrwania” i co ciekawe, występuje nie tylko u zwierząt, ale także u ludzi. Gdy nie funkcjonujemy w trybie przetrwania, lecz normalnie – poziom hormonu stresu, kortyzolu, ma swój zdrowy, dzienny rytm. Nadnercza gaszą wielki wybuch kortyzolu w godzinach porannych, a w ciągu dnia jego poziom samoczynnie spada. Gdy jednak zaczynają nam towarzyszyć takie czynniki, jak toksyny, hałas i inne stresory samoczynnie przechodzimy w tryb przetrwania, a to z kolei zmienia czas wyrzutu hormonu stresu. Rozregulowane wydzielanie kortyzolu oznacza dla nas gromadzenie zapasów tłuszczu z procesów trawienia w formie tkanki tłuszczowej na „trudniejsze czasy”.

Kiedy uświadomimy sobie, że przyrost wagi jest przygotowaniem do okresu głodówki, to staje się jasne, dlaczego jedzenie mniejszej ilości żywności rzadko prowadzi do trwałej utraty nadmiernej tkanki tłuszczowej. Zwykle kiedy przechodzimy na nową dietę, bilans kaloryczny znacznie spada. Jeśli nasze ciało jest w tym momencie w stanie stresu żywieniowego (obawa przed jego brakiem), nawet jeśli spożywamy mniej kalorii to są one gromadzone w formie zapasów, aby „przetrwać” gdyby miał nadejść okres głodówki. Rzadko kiedy jesteśmy w stanie skutecznie tracić na wadze, jeśli efekty, które uzyskujemy pojawiają się powoli. Zamiast naprzemiennych okresów diety i ćwiczeń, oraz rezygnacji z nich z powodu braku motywacji warto uporać się najpierw ze wspominanymi wyżej czynnikami, które potrafią zrobić niezły bałagan w poziomie hormonów w orgazmie. Skuteczne okażą się z pewnością:

– medytacja
– joga
– regularny sen
– naturalne probiotyki
– detoks i oczyszczanie organizmu
– masaż
– czas spędzony na łonie natury
– kontrola postępów diety poprzez prowadzenie dziennika

Wszystkie te rozwiązania przyczynić się do uregulowania produkcji kortyzolu, co z kolei jest skuteczną drogą do trwałej utraty tłuszczu. Jedyną wadą nowych rozwiązań jest to, że potrzeba na nie nieco więcej czasu, a wiele osób nie jest w stanie wygospodarować go zbyt wiele. Na szczęście wykazano jednak, że przywracanie prawidłowego cyklu kortyzolu częściowo odbywa się samoczynnie. Dobre węglowodany, pochodzące z zagęszczonych soków owocowych, ziaren gryki i białej fasoli skutecznie obniżają poziom kortyzolu. Ponieważ jednak dobrze jest mieć wyższy poziom kortyzolu rano i niższy w nocy, należy przyjmować ten rodzaj węglowodanów w godzinach wieczornych, by przywrócić właściwy rytm.

W badaniach przeprowadzonych na grupie 42 ochotników wykazano, że poziom kortyzolu przy odpowiednio dobranej diecie może zostać ustabilizowany nawet w ciągu 30 dni. Uczestnicy korzystając z indywidualnego planu odżywiania stracili średnio 4 kilogramy oraz 5 do nawet 12 cm w pasie, poprawiła się także jakość snu, zdolność koncentracji oraz wzrósł poziom energii. Jeśli dla Ciebie utrata kilogramów jest ciągłą walką, nie wmawiaj sobie, że masz zbyt mało silnej woli, albo że jesteś leniwy. Trzeba zrozumieć, że hormony stresu mają bardzo silny i wyraźny wpływ na zdolność szybkiej redukcji nadprogramowych kilogramów. Dietę należy więc rozpocząć od ograniczenia stresorów, a sam proces odchudzania nie powinien być drogą przez mękę pełną wyrzeczeń, ale czymś, co sprawi nam wiele radości z obserwowania osiąganych efektów.

A jak u Was wygląda(ł) proces odchudzania? Nigdy nie mieliście problemów z utratą nadmiernych kilogramów, czy może raczej zawsze był to proces trudny, żmudny i długotrwały? A może należycie do grona szczęśliwców z intensywną przemianą materii i możecie pozwolić sobie na nieco więcej szaleństw? Dajcie znać w komentarzach!

facebooktwitterpinteresttumblr
  • Justa
    Cieszę się że trafiłam na twojego bloga :) Jestem teraz na diecie (chodzę do dietetyczki) od dwóch miesięcy schudłam 7kg wszystko na początku szło pięknie i ładnie kilogramy spadały jeden po drugim. Od 2 tygodni waga stoi, w ciągu tych dwóch tygodni schudłam może z 0,5 kg. Chciałabym włączyć sport ale jestem przeziębiona. Jeszcze mam trochę stresowych sytuacji w pracy. Cholera wg to mi nie pomaga :/
    • Pamiętaj, że lepiej się mierzyć niż ważyć. To całkowicie naturalne, że w pewnym momencie waga się zatrzymuje i redukcja kilogramów jest znacznie wolniejsza niż na samym początku. Często jest tak, że zobaczysz ubywające centymetry dużo szybciej, niż dekagramy na wadze :) nie stresuj się – przede wszystkim zadbaj o swój wewnętrzny spokój na tyle, na ile jest to możliwe. Znajdź coś, co pozwala Ci odzyskać równowagę nawet w najtrudniejszych sytuacjach, a od teraz traktuj każdy kolejny kilogram na minusie jako swój największy sukces :) przy odchudzaniu ważne jest także przemianowanie swojej hierarchii wartości :) tak jak pisałam już w innym artykule – warto się nagradzać za małe postępy, to bardzo motywuje!
  • Na szczęście mój metabolizm działa na trybie turbo :) Jedynie po ciąży trochę się zwolnił, ale teraz wszystko wróciło do normy. Natomiast sam stres u mnie powoduje błyskawiczne chudnięcie i gdy byłam na etapie życia na zbyt wysokich obrotach ważyłam 39/156 cm.
    • U mnie wręcz przeciwnie – odrobina stresu i do tej pory dosłownie „pożerałam wszystko jak dzika”. Teraz jestem na etapie odstresowywania się, zatem mam nadzieję, że i takie napady szybko mi miną, bo wcześniej nie miałam z nimi problemów :)
  • Mega się cieszę, że trafiłam na Twój blog. Od kilku lat przechodzę fazy „prób utraty wagi”, ale zawsze poleci 2 kg i na tym się kończy. Przyznać muszę, że szybko się denerwuję, więc to pewnie ma wpływ na braki efektów. Zastanawiałam się już nad medytacją dla wyciszenia organizmu, a po Twoim poście na pewno będę miała to na uwadze. Świetny post kochana!
  • U mnie to zawsze była walka. Walka z ilością kalorii, z niejedzeniem świństw, niejedzeniem po godzinach. Nigdy nie lubiłam fast foodów, ale moją zmorą były słodycze. Na szczęście zawsze byłam w ruchu i coś trenowałam, więc problemów z ciałem dużych nie miałam. Odstawiałam słodycze, ograniczałam jedzenie i nic. A potem zmądrzałam. I wraz z odstawieniem glutenu zaczęłam coraz więcej jeść (zdrowo i dużo) – podkręciłam metabolizm i po miesiącu-dwóch jadłam około 1800-2000 kcal. I schudłam 6 kilo 😉 I wieczna walka się skończyła. Teraz jestem bardziej świadoma i mimo gorszych-lepszych okresów, wiem co robić żeby było dobre. I uwielbiam te zdziwione miny osób, które widzą ile jem 😉
    • Ja po odstawieniu glutenu schudłam w przeciągu tygodnia cztery kilogramy nie głodując, ale staram się nie poddać fenomenowi zarówno diet bezglutenowych, diety paleo, czy wegańskiego stylu odżywiania. Wychodzę z założenia, ze warto jeść wszystko, ale odpowiednio zbilansowane i z umiarem. :)
      • Chyba, że coś szkodzi 😉 Ja miałam ogromne problemy ze słabą odpornością (chorowałam miesiąc w miesiąc) i codziennymi wzdęciami. Po odstawieniu glutenu te problemy praktycznie zniknęły 😉 Więc trzymam się tego, po czym czuję się dobrze :)
        • Jasne, zdrowie przede wszystkim :) u mnie to była próba – która przyniosła całkiem miłe efekty :) jednak zdrowotnie wykluczenie glutenu nie jest u mnie konieczne.
  • chciałabym mieć turbo metabolizm 😛
    Twój post dał mi do myślenia
    • Miło to słyszeć! Ja nie mam turbo metabolizmu, ale… każdy swój metabolizm może podkręcić sam o czym zdarzało mi się już wspominać we wpisach :)