Czy tańsze znaczy gorsze? Sportowe ubrania z promocji.

picjumbo.com_HNCK2304

Kilka miesięcy temu, kiedy po raz pierwszy chciałam zainwestować w sportowe ubrania długo biłam się z myślami – czy na pewno konieczne jest wydawanie dziesiątek, a nawet setek złotych. Czy znana, popularna, nierzadko droższa metka sprawdzi się znacznie lepiej podczas aktywności fizycznej? Z pomocą przyszły mi promocje – zbliżały się zimowe wyprzedaże, a sklepowe półki wręcz uginały się pod ciężarem „przecenionych” produktów (wszyscy dobrze wiemy, jak wyglądają zabiegi marketingowe, które mają skusić nas do dokonania określonego zakupu). Co więcej był to okres trudnej, ostatniej na studiach sesji zimowej, a przy okazji wielkimi krokami zbliżał się termin oddania pracy dyplomowej. To skutecznie uwięziło mnie w domu, w dużej mierze przed ekranem komputera. Jak zapewne łatwo się domyślić – zakończyło się to wirtualną wędrówką po sklepach online, oferujących odzież sportową dla aktywnych. 

Na początku sama nie wiedziałam, czego tak na prawdę szukam. Tony dresów, legginsów, biustonoszy i innych elementów damskiej garderoby początkowo nieco mnie przytłoczyły. Nie jestem głęboką fanką zakupów, w żadnej formie – a wędrówka po centrach handlowych dotychczas wydawała mi się dosłownie katorgą! Z pomocą przyszły mi newslettery ze sklepów H&M, Sinsay, Reserved oraz jak dotychczas nieocenione Allegro! Pierwszy dzień spędziłam głównie na przeglądaniu oferty sklepów online bezsensownie przeklikując kolejne strony… grunt to być zdecydowanym i wiedzieć czego się chce. Uprzedzam, że myśl: chcę nowe sportowe ubrania – to jednak trochę zbyt mało. W sumie warto byłoby też na początku znać swój rozmiar w każdej z sieciówek. Zniechęcona problemami wyrastającymi spod ziemi odpuściłam sobie na kilka dni. Poszukałam metra krawieckiego, dokonałam odpowiednich pomiarów i po raz kolejny usiadłam do komputera.

Tym razem w pierwszej kolejności zawitałam na stronę sklepu online H&M z założeniem, że nie wydam na bluzkę do fitnessu więcej niż 25zł. Z prostego powodu – musiałam skompletować fit garderobę dosłownie od zera! Kilkoma kliknięciami skierowałam się w stronę wielkiego bannera głoszącego WYPRZEDAŻ. Następnie kategoria ONA, aż w końcu dotarłam do Odzieży sportowej… i mimo, że nie było to zapowiadane -70%, to ceny wyglądały całkiem nieźle. Do koszyka zamówień trafiły cztery koszulki treningowe w rozmiarze M i biustonosz sportowy, również M-ka. Jakież było moje rozczarowanie, gdy otworzyłam paczkę, którą po kilku dniach doręczył kurier. Bo mimo, iż na co dzień noszę górę (bluzki, swetry, bluzy) w rozmiarze 36-38 i doły (spodnie, spodenki, spódnice) w rozmiarze 38 – to w kolekcji sportowej od H&M dosłownie się utopiłam. Po rzetelnym przymierzeniu wszystkich została ze mną aż jedna koszulka do jogi z wewnętrznym stanikiem za 24 zł (przeceniona z około 70 zł) i neonowy różowo-pomarańczowy biustonosz za 24 zł o wyższym stopniu podtrzymania. Reszta trafiła do zwrotu.

Minęło kilka dni, zanim ponownie zdecydowałam się na wirtualny shopping. Druga próba wycelowana była w Sinsay, który dosyć głośno reklamową nową linię ubrań Active – dopasowane legginsy, bluzki, staniki i bluzy sportowe. Pomyślałam sobie, że gorzej niż w przypadku zakupów z H&M już nie będzie… i jak się po przyjściu paczki okazało, było całkiem nieźle. Moim łupem padły trzy pary legginsów w rozmiarze M: całe w aztecki wzór, szary melanż, oraz czarne z azteckimi wstawkami. Każde z nich po przecenie z około 79 zł i dodatkowym kodzie rabatowym kosztowały plus minus 25 zł. Do tego dobrałam elastyczną bluzkę z wbudowanym stanikiem, też M-kę za ok. 19 złotych. Na szczęście rozmiar był jak najbardziej trafiony, doły są dobrze dopasowane, nie zjeżdżają, nie rozciągnęły się w pasie. Top mógłby być nieco luźniejszy między pachami, ale myślę że z czasem się rozciągnie. Zestaw jest uniwersalny – dobrze sprawdzi się zarówno do ćwiczeń na siłowni, biegania, a nawet jogi!

Kolejnym sklepem online, w którego progi zawitałam był Decathlon, który już od głównej strony kusił t-shirtami funkcyjnymi w zawrotnej kwocie 19,99 zł. Najpierw pomyślałam, że jeśli kupować sportowe ubrania to przecież nigdzie indziej niż w sportowym sklepie, więc wybrałam dla siebie dwie koszulki turystyczne marki Quechua i dwie bokserki od Doymos. Tak jak w poprzednich sytuacjach zgodnie z tabelą wymiarów wrzuciłam do koszyka rozmiar M. Wybór trafny – koszulki okazały być się nie tylko przyjemne w dotyku, ale także materiał spełnił swoją rolę, czyli odprowadzał pot na zewnątrz bez przemakania na wylot. Nie były też przy tym ani zbyt obcisłe, ani zbyt luźne. Suma summarum za niespełna 80 zł do mojej szafy wpadło cztery całkiem niezłej jakości topy do ćwiczeń.

Ostanim zakupem były sportowe staniki wypatrzone w H&M Online, a ostatecznie zakupione na Allegro, w cenie niższej o prawie 40% niż w sklepie. Oczywiście i tutaj nie obyło się bez wpadki – mimo konsultacji wymiarów, które wyraźnie wskazywały na L czyli 40, musiałam wymienić biustonosze na rozmiar mniejsze. M okazało się być minimalnie za ciasne na początku, ale po  kilku noszeniach i praniu dopasowały się prawie idealnie.

Jak widać po falstarcie w sklepie H&M udało mi się zgromadzić całkiem niezły zestaw, z którego sukcesywnie i dosyć często korzystam. Dzięki połączeniu gładkich tkanin z wzorzystymi mam bardzo wygodną opcję mix&match, czyli mogę mieszać i łączyć ze sobą różne elementy ubioru i zawsze będą wyglądać dobrze. Najbardziej cieszy mnie fakt, że wcale nie wydałam zbyt wiele – tak jak zaplanowałam, a ubrania sportowe, które wpadły do mojej szafy nie tylko dobrze się sprawują, ale też wyglądają na cenę sprzed obniżki.

Pochwalcie się, gdzie Wy kupujecie sportowe ubrania? Czekacie na wyprzedaże, przeceny i obniżki, czy może wolicie wydać większą kwotę za znaną metkę? Macie swoje ulubione marki bądź linie odzieży funkcyjnej? Mnie w najbliższym czasie czeka wymiana butów treningowych – mile widziane będą zatem także podpowiedzi i sugestie!

facebooktwitterpinteresttumblr